Kolejny absurd na rynku pelletu. Teraz to sprzedawcy będą mieli problem

Jeszcze niedawno w Polsce krążyły czarne scenariusze: zimą tona pelletu miała kosztować nawet 3–5 tysięcy złotych. Tymczasem sprzedawca kotłów na biomasę przekonuje, że za kulisami dzieje się coś, o czym mało kto mówi. Ma własne wytłumaczenie nagłych podwyżek i twierdzi, że wkrótce sytuacja może odwrócić się o 180 stopni — pellet ma zacząć tanieć, a widmo pustych magazynów wcale nie musi być realne. Co stoi za tą zaskakującą prognozą?
- Dlaczego pellet był niedostępny zimą
- Pellet na zimę: wielu ma już zapasy
- Pellet może tanieć, ale nie od razu
- Ceny pelletu rosną, Polacy robią zapasy
Dlaczego pellet był niedostępny zimą
Kłopoty na rynku pelletu na początku roku mocno uderzyły w budżety osób ogrzewających domy biomasą. Teraz jeden z dystrybutorów systemów grzewczych wyjaśnia, skąd wzięła się sytuacja, w której przez kilka tygodni granulat był niemal nie do kupienia. Według niego część krajowych firm nie była gotowa na tak ostrą zimę, a dodatkowo wszystko skomplikowały trudności z pozyskaniem i obróbką surowca potrzebnego do wytwarzania pelletu.
Sprzedawca kotłów przyznaje, że minionej zimy faktycznie zaczęło brakować materiałów do produkcji. Podkreśla jednak, że problemem nie był zupełny brak zrębków czy trocin, lecz skrajne warunki pogodowe: dostępny surowiec zamarzał, co w praktyce blokowało jego przetwarzanie.
W jego ocenie to właśnie nagłe, dotkliwe mrozy uruchomiły spiralę podwyżek cen pelletu. Właściciele kotłów na pellet wyciągnęli wnioski z poprzednich problemów i nie chcieli kolejny raz zostawiać zakupu paliwa na ostatnią chwilę. Sporo osób uzupełniło zapasy już wiosną albo latem, przez co tym razem nie pojawiła się typowa sezonowa przecena. Brak okresowych promocji dodatkowo podsycił niepokój przed kolejnym sezonem grzewczym. W mediach krążyły nawet doniesienia, że wkrótce pellet może kosztować 3000, 4000, a nawet 5000 zł za tonę — sprzedawca kotłów przekonuje jednak, że były to mocno wyolbrzymione przewidywania.
Pellet na zimę: wielu ma już zapasy
Ekspert zajmujący się kotłami na biomasę twierdzi, że większość gospodarstw domowych zdążyła przygotować się na zimę i kupić pellet z wyprzedzeniem. Jego firma skontaktowała się z dużą częścią klientów, a z tych rozmów wynika, że ponad 90% ma już zgromadzony zapas wystarczający na cały sezon grzewczy.
Jeden z czytelników, pan Grzegorz, zwrócił uwagę, że gdy pellet był trudniej dostępny, część osób próbowała „zabezpieczać się” na kilka sposobów naraz, składając zamówienia w dwóch albo trzech miejscach. Po drodze niektórzy trafiali na korzystniejsze propozycje, decydowali się na biomasę z importu i rezygnowali z pozostałych rezerwacji. Dziś sprzedawcy wracają do klientów, którzy planowali zakup w październiku, jednak część z nich odmawia odbioru pelletu.
Sprzedawca kotłów ocenia, że gdy cena tony pelletu przebiła poziom 2000 zł, na rynku pojawili się nowi dostawcy nastawieni na szybki zarobek. Do Polski zaczęło trafiać więcej paliwa sprowadzanego przez przedsiębiorców liczących na wysokie marże.

Pellet może tanieć, ale nie od razu
Skoro wiele gospodarstw domowych zdążyło już zgromadzić solidne zapasy opału, a do Polski nadal napływają kolejne transporty pelletu, wkrótce może pojawić się scenariusz, w którym paliwa będzie na rynku więcej niż osób realnie gotowych je kupić. Sprzedawca kotłów na biomasę zwraca uwagę, że producenci coraz częściej odzywają się do dystrybutorów i proponują im nowe partie pelletu w wyraźnie niższych stawkach.
Jednocześnie właściciele domów ogrzewanych biomasą nie powinni zakładać, że ceny pelletu spadną natychmiast. Mechanizm jest dość prosty: część dystrybutorów kupowała wcześniejsze dostawy znacznie drożej. Skoro zapłacili za towar wysoką cenę, teraz będą próbowali sprzedać go z sensowną marżą — inaczej musieliby pogodzić się ze stratą.
Sprzedawca kotłów porównuje obecną sytuację do przeciągania liny między producentami, którzy chcą szybko upłynnić kolejne dostawy, a dystrybutorami trzymającymi magazyny wypełnione pelletem kupionym w szczycie cen. Jego zdaniem z czasem presja rynku zrobi swoje i obniżki w końcu zaczną być odczuwalne również dla klientów detalicznych.
Ceny pelletu rosną, Polacy robią zapasy
Uwagi sprzedawcy kotłów szybko odbiły się szerokim echem i rozpaliły dyskusję wśród Polaków. Pod wpisem pojawiły się zarówno głosy poparcia, jak i mocna krytyka, a część osób zaczęła dorzucać własne przykłady z ostatnich zakupów. Pan Wiesław napisał, że niedawno udało mu się znaleźć paletę pelletu za 2050 zł z dostawą, ale w tej cenie musiał wziąć minimum dwie palety. Jak podkreślił, u innych sprzedawców stawka z transportem potrafiła dobijać nawet do 2500 zł. Z kolei pani Elżbieta zapłaciła 2300 zł za pellet z dowozem i najbardziej uderzyła ją skala podwyżek względem wcześniejszych sezonów. Jak zauważyła, kwota, która dziś starcza jej na dwie tony opału, kiedyś pozwalała kupić trzy.
W tej chwili wielu właścicieli kotłów na biomasę woli kupować pellet z wyprzedzeniem i zabezpieczyć się na całą zimę. Sporo osób obawia się kolejnych skoków cen albo tego, że w szczycie sezonu opału może po prostu zabraknąć. Sprzedawca urządzeń grzewczych zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu i odradza robienie przesadnie dużych zapasów. Według niego nie ma sensu kupować paliwa „na dwa sezony” — lepiej brać tyle, ile realnie będzie potrzebne.
Mężczyzna porównuje obecną sytuację do momentów, gdy konsumenci masowo wykupywali papier toaletowy, cukier czy paliwo. Taki nagły skok popytu potrafi dodatkowo rozchwiać rynek, zwłaszcza gdy wiele osób jednocześnie gromadzi zapasy znacznie większe niż ich bieżące potrzeby. Na to, czy detaliczne ceny pelletu faktycznie zaczną spadać, najpewniej dostaniemy odpowiedź w najbliższych tygodniach.