Ceny pelletu przekroczyły kolejną psychologiczną granicę. Kto czekał z zakupem, teraz żałuje

Choć sezon grzewczy dopiero majaczy na horyzoncie, ceny pelletu już potrafią zaskoczyć — i to niemiło. Sprzedawcy alarmują o ograniczonej dostępności, a zapowiadane podwyżki tłumaczą coraz większym problemem z podażą. Tymczasem osoby, które wciąż zwlekają z zakupem opału na zimę, przecierają oczy, porównując najnowsze cenniki. Sprawdziliśmy, ile we wrześniu 2026 trzeba zapłacić za tonę pelletu — i co może wydarzyć się dalej.
- Ceny pelletu znów rosną latem 2026
- Dlaczego pellet drożeje i znika z rynku
- Polacy wykupują pellet przed sezonem
- Pellet taniej za granicą, drożej w Polsce
Ceny pelletu znów rosną latem 2026
Pierwsze miesiące 2026 roku przyniosły prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku pelletu. W lutym ceny tego paliwa wystrzeliły do poziomów, jakich wcześniej nie notowano. W samym środku sezonu grzewczego za tonę granulatu płacono średnio około 2200 zł, a w ciągu zaledwie kilku tygodni stawki poszły w górę o kolejne kilkaset złotych. Marzec przyniósł chwilę oddechu, a następne miesiące oznaczały powolne, ale zauważalne obniżki. W maju średnia cena tony opału spadła do ok. 1700 zł. Niestety lato nie przyniosło oczekiwanej stabilizacji — zamiast sezonowych promocji kupujący zobaczyli pierwsze podwyżki już w czerwcu.
W sierpniu średnia cena pelletu drzewnego klasy A1 przebiła 2100 zł za tonę, co oznacza wzrost o około 400 zł w zaledwie kilka miesięcy. Obecnie w większości lokalnych składów pellet kosztuje 2200–2600 zł za tonę. Dla porównania: jeszcze rok temu ten sam produkt można było kupić za około 1400 zł.
Na szczęście rynek nie jest jednolity i nie każdy sprzedawca podąża za sezonową falą podwyżek. W części składów, a także w lokalnych serwisach ogłoszeniowych, nadal da się znaleźć oferty na bardziej budżetowy pellet drzewny w okolicach 1600 zł za tonę. Warto jednak zachować czujność — najtańsze warianty bywają z domieszką kory lub owsa, co może pogarszać jakość spalania i realną wydajność ogrzewania.
Dlaczego pellet drożeje i znika z rynku
Od startu roku na polskim rynku pelletu niewiele się zmieniło. Zapotrzebowanie wciąż wyraźnie przewyższa dostępne ilości, co skutkuje kłopotami z zaopatrzeniem w biomasę i podbija ceny tego paliwa. Temat trafił pod lupę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jednak zebrane dane nie potwierdziły stosowania zakazanych praktyk.
UOKiK za kluczowy powód wzrostów cen uznał rosnącą popularność kotłów na pellet przy jednoczesnym ograniczeniu podaży surowca drzewnego. W Polsce z takiego ogrzewania korzysta już około 450 tys. gospodarstw domowych. Względem 2023 roku to wzrost o ponad 90 tys. Im więcej instalacji grzewczych, tym większe zużycie paliwa — a możliwości wytwórców granulatu są ograniczone. Pellet klasy A1 powstaje głównie z trocin i pozostałości po obróbce drewna w tartakach. Spowolnienie w branży drzewnej i meblarskiej sprawiło, że dostęp do tego podstawowego surowca stał się trudniejszy, co natychmiast odbija się na rynku.
Na początku roku dodatkowym problemem była mroźna zima. Aby utrzymać ciepło w domach, wiele osób spalało więcej niż zwykle, przez co część właścicieli szybciej wyczerpała zapasy pelletu. Sklepy, sprzedawcy i dystrybutorzy wyprzedali towar, a ci, którzy zwlekali z zakupem, musieli liczyć się z bardzo dużym wydatkiem albo szukać alternatywnego paliwa.

Polacy wykupują pellet przed sezonem
W tym roku Polacy wolą nie czekać na ostatnią chwilę. Wielu użytkowników kotłów na pellet zaczęło uzupełniać zapasy opału na długo przed startem sezonu grzewczego. Składy sygnalizują wyraźny wzrost popytu w czasie, który dotąd uchodził za martwy okres sprzedażowy. Branża ostrzega: jeśli obecne tempo zakupów się utrzyma, jesienią ceny mogą być wyraźnie wyższe niż rok temu, a dostępność pelletu może nie nadążyć za zapotrzebowaniem.
Część właścicieli pieców na pellet już rozgląda się za tańszymi rozwiązaniami. Jedną z alternatyw dla pelletu drzewnego bywa agropellet, produkowany m.in. ze słomy, zbóż technicznych czy łusek słonecznika. Za tonę takiego paliwa trzeba zapłacić zwykle około 800–1500 zł.
Nie każdy posiadacz kotła na biomasę może jednak bezpiecznie zmienić rodzaj opału. Wiele urządzeń grzewczych nie jest przystosowanych do spalania innych paliw niż te zalecane przez producenta. Przejście na agropellet może zwiększać ryzyko spieków oraz przyspieszać korozję wymiennika, a w niektórych przypadkach grozić nawet utratą gwarancji.
Pellet taniej za granicą, drożej w Polsce
Coraz więcej Polaków zaczęło rozglądać się za tańszym pelletem poza krajem. Osoby mieszkające blisko granicy mogą pojechać do Czech, gdzie cena tony pelletu wciąż nie przebiła poziomu 2000 zł. Jeszcze korzystniej wypadają Niemcy — tam za tonę tego opału najczęściej trzeba zapłacić w granicach 1500–2000 zł.
W tym roku trudno liczyć na wyraźne obniżki cen pelletu. Co więcej, w nadchodzącym sezonie grzewczym biomasa może zdrożeć jeszcze mocniej. Główną przyczyną jest bardzo duży popyt na granulat, napędzany masową wymianą źródeł ciepła na kotły pelletowe. Tysiące osób skorzystały z dopłat do ekologicznego ogrzewania, ale rynek nie zdołał nadążyć za tak gwałtownym wzrostem zainteresowania.
Jednym z rozważanych sposobów na poprawę sytuacji byłoby ograniczenie zużycia pelletu przez energetykę i ciepłownictwo, co mogłoby zwiększyć dostępność paliwa dla gospodarstw domowych. Na ten moment nie ma jednak pewności, czy państwo zdecyduje się na taki krok.