W lecie pellet był po 1400 zł. Teraz cena to 3000 zł i kilka tygodni oczekiwania na dostawę

Dla osób ogrzewających dom pelletem zaczyna się naprawdę nerwowy okres. Po fali mrozów zapasy w wielu gospodarstwach stopniały szybciej, niż ktokolwiek zakładał — i teraz trzeba je pilnie uzupełnić. Problem w tym, że w części składów nie ma już czego kupować, a na realizację zamówień czeka się coraz dłużej. Sprzedawcy mówią wprost o lawinie telefonów, producenci o kłopotach z dostępnością surowca. W tym samym czasie ceny wystrzeliły — w ostatnich dniach w niektórych miejscach pellet podrożał nawet o kilkaset złotych za tonę.
- Pellet drożeje z dnia na dzień: braki i ceny
- Ceny pelletu wystrzeliły, brakuje opału
- Dlaczego brakuje pelletu w sezonie grzewczym
- Pellet drożeje i znika: nawet 3000 zł/t
Pellet drożeje z dnia na dzień: braki i ceny
Rozmowy o rekordowych cenach pelletu i jego coraz gorszej dostępności wciąż nie cichną. Wielu Polaków gorączkowo szuka choćby kilku worków, żeby jakkolwiek przygotować się na spadki temperatur. Jak się okazuje, w licznych składach biomasy dziś po prostu brakuje, a część osób wykorzystuje ten chaos, by szybko podbić zarobki. Pan Mateusz napisał w mediach społecznościowych, że jeszcze w styczniu tego roku pellet z dostawą na Śląsku kosztował 1750 zł. Zaledwie dwa tygodnie później za identyczną ilość opału trzeba było zapłacić już 2600 zł. Różnica? Aż 850 zł!
Problem dotyka mieszkańców w całym kraju. Internauta z Pomorza przyznaje, że dwanaście dni temu zamawiał pellet po 1600 zł za tonę. Dziś ten sam skład, w którym kupował opał, stoi pusty, a gdy trafi się niewielka dostawa biomasy, cena potrafi wystrzelić do 2450 zł.
Pan Dominik także przekonał się, że znalezienie pelletu w normalnej cenie graniczy obecnie z cudem. Obdzwonił wszystkie składy opału w promieniu 80 km od domu i za każdym razem słyszał to samo: pelletu nie ma. Producent, u którego jeszcze kilka miesięcy temu kupował opał, zapowiedział, że biomasa pojawi się dopiero za dwa tygodnie.
Ceny pelletu wystrzeliły, brakuje opału
Wystarczyło zaledwie kilka naprawdę mroźnych tygodni, by rynek pelletu wywrócił się do góry nogami. Sezonowe podwyżki cen opału to nic nadzwyczajnego, ale wielu kupujących nie przypomina sobie tak gwałtownego skoku, jak ten z początku roku. Jeszcze w październiku za tonę pelletu płaciło się około 1400 zł. Tymczasem od kilku dni składy opału oferują biomasę po 2000 zł za tonę, a niekiedy nawet drożej – w skrajnych przypadkach ceny dobijają już do 3000 zł.
Pojawiają się głosy, że część sprzedawców korzysta z nerwowej atmosfery i podbija stawki, licząc na panikę klientów. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w wielu regionach magazyny pelletu są niemal puste, a sprzedawcy nie są w stanie na bieżąco realizować wszystkich zamówień. Kłopoty z dostępnością opału doprowadziły nawet do tego, że w ostatnich dniach na popularności zyskała sprzedaż pelletu „na worki”, zamiast na pełne palety czy większe partie.
Telefony w składach dzwonią właściwie bez przerwy, ale coraz rzadziej słychać pytania o promocje czy próby negocjowania ceny. Dla klientów liczy się przede wszystkim to, by w ogóle zdobyć opał – część osób jest gotowa zapłacić ponad 2000 zł za tonę, by nie ryzykować wychłodzenia domu. Coraz częściej pojawia się też alternatywa w postaci ogrzewania budynku owsem.

Dlaczego brakuje pelletu w sezonie grzewczym
Kotły na pellet w ostatnich latach wyrosły na jedno z najczęściej wybieranych rozwiązań grzewczych. W samym ubiegłym roku aż trzy na cztery wnioski składane w programie „Czyste Powietrze” dotyczyły urządzeń na biomasę. Rosnąca popularność szybko przełożyła się na większy popyt na pellet — a w tym sezonie grzewczym coraz wyraźniej odczuwamy konsekwencje tej zmiany.
Na wzrost zapotrzebowania na pellet złożyły się zarówno masowe inwestycje w piece na biomasę, jak i silniejsze mrozy, które niedawno dotknęły Polskę. Problem w tym, że podaż nie nadąża za tempem zakupów. Do produkcji pelletu potrzebne są trociny, a ich dostępność zależy od tego, jak intensywnie pracuje przemysł drzewny. Gdy surowca brakuje, wytwarzanie granulatu bywa czasowo wstrzymywane.
Producenci alarmują dziś, że zdobycie trocin i zrębków jest coraz trudniejsze, dlatego nie są w stanie znacząco zwiększyć produkcji biomasy. Co więcej, gotowy pellet nie zawsze trafia do sprzedaży detalicznej — część dostaw kierowana jest do dużych zakładów energetycznych, co dodatkowo zmniejsza dostępność tego popularnego opału.
Pellet drożeje i znika: nawet 3000 zł/t
Niewielu posiadaczy kotłów na biomasę wpadło na pomysł, by zrobić większy zapas pelletu wtedy, gdy stawki były najkorzystniejsze. Latem 2025 roku tona granulatu drzewnego kosztowała przeciętnie 1200–1500 zł. Jesienią sprzedawcy podnieśli ceny o kilkaset złotych, a mimo to spora część osób zwlekała z zakupem do ostatniego momentu. Ci, którzy nie uzupełnili magazynu wcześniej, dziś mogą tego mocno żałować. Jeśli w ogóle uda się znaleźć skład z dostępnym opałem, cena pelletu często dochodzi do 2000–3000 zł za tonę wraz z transportem. W detalu 15-kilogramowy worek potrafi kosztować nawet 30 zł.
Sytuacja robi się szczególnie trudna, bo w wielu częściach kraju nadal utrzymują się dotkliwe mrozy. Przy silnych spadkach temperatur dzienny koszt ogrzewania starszego domu pelletem może dochodzić do 100 zł. W centralnej Polsce na dostawę biomasy czeka się obecnie 2–3 tygodnie. Sprzedawcy otwarcie mówią, że w tej chwili nie są w stanie zagwarantować regularności i ciągłości dostaw.
Kupujący liczą, że kłopoty miną, gdy tylko odpuści zima. To możliwy scenariusz, ale nie da się wykluczyć, że podobne kryzysy będą wracać coraz częściej. Polacy nadal chętnie wybierają piece na pellet, co może oznaczać jeszcze większy popyt na biomasę w kolejnym sezonie grzewczym.