Zadzwoniła po pellet. Usłyszała „brak towaru”. Następnego dnia zobaczyła cenę wyższą o 500 zł

Gwałtowny skok cen pelletu rozpalił emocje wśród Polaków, którzy ogrzewają domy kotłami na biomasę. Gdy przyszły mrozy, wielu właścicieli „ekologicznych” pieców zostało zmuszonych do uzupełnienia zapasów w samym środku sezonu — i wtedy zobaczyli rachunki, które potrafią zaskoczyć. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że to nie tylko efekt zimowej gorączki zakupów i ograniczonej dostępności. Niektórzy są przekonani, że za podwyżkami stoi coś więcej: celowa gra nieuczciwych sprzedawców.
- Pellet drożeje i znika ze składów
- Pellet drożeje i znika ze składów
- Kryzys na rynku pelletu: co go napędza?
- Skąd ceny pelletu po 5 tys. za worek
Pellet drożeje i znika ze składów
Pani Izabela mieszka z mężem w domu jednorodzinnym, który ogrzewają kotłem na biomasę. Przez długi czas to rozwiązanie działało bez zarzutu, ale styczniowa fala mrozów sprawiła, że w ich domu szybciej niż zwykle stopniały zapasy opału. Szybko wyszło na jaw, że nie tylko oni musieli w trybie pilnym dokupić kilkanaście worków pelletu.
Na początku lutego mąż pani Izabeli skontaktował się telefonicznie ze sprawdzonym dostawcą biomasy, od którego od lat brali workowany opał. Właściciel składu sprzedawał pellet po 1450 zł za tonę i zazwyczaj miał pełny magazyn. Tym razem usłyszał jednak, że towar się skończył, a sprzedawca poprosił, by zadzwonić pod koniec tygodnia — wtedy miała dotrzeć kolejna dostawa.
Pani Izabela nie chciała czekać aż tyle i już następnego dnia zadzwoniła sama. To, co usłyszała, było dla niej zaskoczeniem — handlarz przyznał, że pelletu na miejscu nie ma, a z dostępnością może być problem także przez dłuższy czas. Dzień później pani Izabela trafiła w internecie na świeże ogłoszenie tego samego sprzedawcy: pellet drzewny był wystawiony już po 2450 zł za tonę.
Pellet drożeje i znika ze składów
Pani Izabela nie ukrywa rozgoryczenia. Ma poczucie, że sprzedawca wodził ją i jej męża za nos, licząc na to, że wykorzysta napiętą sytuację na rynku i sprzeda pellet jak najdrożej. Właścicielka kotła zaczyna się zastanawiać, czy faktycznie mamy do czynienia z realnym niedoborem biomasy, czy może część handlowców po prostu nauczyła się sprytnie podbijać ceny i grać na emocjach klientów. Jej zdenerwowanie rośnie też dlatego, że w tym piecu nie może palić ani węglem, ani drewnem — a jeśli nie kupi kosztownego pelletu, w domu szybko zrobi się przenikliwie zimno.
Jednocześnie dane z rynku sugerują, że w wielu polskich składach pelletu rzeczywiście brakuje. Powód jest prozaiczny: przez trudne warunki pogodowe na krajowym rynku zabrakło trocin, czyli podstawowego surowca do produkcji popularnego granulatu drzewnego. Sytuacji nie ratuje też tańszy pellet z importu — po kontrolach jakości jego dostępność jest wyraźnie ograniczona, więc nie zasypuje on luki w podaży tak, jak liczyło wielu kupujących.
Ceny pelletu wystrzeliły. W lokalnych składach za tonę tego opału coraz częściej trzeba zapłacić nawet 2000–2500 zł. Jeszcze jesienią przeciętne stawki za biomasę były znacznie niższe, ale nie każdy posiadacz kotła zdążył zrobić zapas przed startem sezonu grzewczego. Dziś połączenie wysokich cen i ograniczonej dostępności paliwa staje się realnym problemem dla wielu domowych budżetów. Część osób może spędzić końcówkę zimy w niedogrzanych mieszkaniach — dlatego Polacy przeczesują składy w miejscowościach oddalonych o setki kilometrów, a niektórzy zaczynają nawet brać pod uwagę zakup opału na przykład w Niemczech.

Kryzys na rynku pelletu: co go napędza?
Czy kłopoty na rynku pelletu to tylko przejściowe zawirowania? Według ekspertów źródłem zbyt małej dostępności są przede wszystkim trwałe braki surowca drzewnego, szybko rosnące zapotrzebowanie oraz ograniczona wydajność zakładów produkcyjnych. Gdy przyszły silne mrozy i popyt gwałtownie wzrósł, krajowi dostawcy nie byli w stanie realizować zamówień na czas, a importerzy również mają niewielkie możliwości, by szybko uzupełnić braki i zaspokoić potrzeby kupujących.
Pellet od lat uchodzi za paliwo ekologiczne i względnie przyjazne środowisku. Przez długi czas jego koszt był też bardziej stabilny i łatwiejszy do przewidzenia niż ceny gazu czy energii elektrycznej. Po tym sezonie grzewczym zainteresowanie kotłami na biomasę może jednak wyraźnie osłabnąć — wielu Polaków straciło zaufanie do pelletu, a część gospodarstw domowych zaczęła aktywnie szukać tańszych i pewniejszych rozwiązań na kolejne zimy.
Rząd oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta przyglądają się sytuacji na rynku, jednak na ten moment nie ma przesłanek, by producenci lub sprzedawcy mieli stosować zmowę cenową. Jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości co do rzetelności działań uczestników rynku, minister energii może zdecydować o uruchomieniu działań interwencyjnych.
Skąd ceny pelletu po 5 tys. za worek
Na forach internetowych co pewien czas przewijają się wpisy o tym, że część sprzedawców wystawia pellet w absurdalnie wysokich stawkach — bywa, że nawet po 5 tys. zł za worek 15 kg. Warto jednak mieć z tyłu głowy, że takie „kosmiczne” ceny najczęściej są sygnałem czegoś innego: skład chwilowo nie ma towaru, ale nie chce zdejmować ogłoszenia. Zamiast usuwać ofertę, podbija więc kwotę do poziomu, który skutecznie zniechęci każdego kupującego. Kiedy sprzedawca sprowadzi kolejną dostawę opału, cena zwykle wraca do poziomu bliższego temu, co w danym momencie dyktuje rynek.
Tegoroczna zima okazała się wyjątkowo wymagająca dla właścicieli kotłów na biomasę. Najpierw przyszły mrozy, a później dla wielu osób zaczęła się nerwowa walka o pellet w normalnej cenie. Najbardziej zdeterminowani potrafią obdzwonić dziesiątki składów, zanim trafią na miejsce, które zgodzi się sprzedać choć kilka worków opału w stawce nieprzekraczającej 2000 zł za tonę.
Sezon grzewczy potrwa jeszcze przez kilka tygodni. Później użytkownicy kotłów na biomasę powinni wreszcie złapać oddech. Gdy popyt na pellet zacznie spadać, granulat znów łatwiej będzie kupić, a ceny powinny zauważalnie się obniżyć.