Ceny pelletu przekraczają kolejne granice. Nawet w Niemczech jest o wiele taniej

Początek roku przyniósł właścicielom kotłów na biomasę niemiłą niespodziankę. Ekologiczne paliwo, które jeszcze niedawno było łatwo dostępne, nagle zaczęło znikać z rynku — a wraz z tym poszybowały ceny. Coraz częściej można usłyszeć, że pelletu „od ręki” po prostu nie ma, bo w wielu punktach sprzedaży trzeba czekać lub obejść się smakiem. W zaledwie kilka tygodni tona granulatu podrożała o kilkaset złotych… i to dopiero początek tego, co dzieje się za kulisami.
- Ceny pelletu w lutym: nawet 2500 zł/t
- Dlaczego pellet tak drożeje tej zimy?
- Pellet w Niemczech tańszy niż w Polsce
- Drogi pellet: czy warto czekać do wiosny
Ceny pelletu w lutym: nawet 2500 zł/t
Obecnie ceny pelletu potrafią mocno się różnić w zależności od regionu i dostępności. Jeżeli zależy nam na biomasie „od ręki”, trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu nawet 2000–2500 zł za tonę opału. W części punktów detalicznych — zwłaszcza tam, gdzie zapasy szybko topnieją — pojawiają się stawki w granicach 2300–2500 zł/t. Dla porównania: jeszcze jesienią 2025 roku tona pelletu kosztowała średnio ok. 1400 zł, co oznacza skok o 600–900 zł w zaledwie kilka tygodni.
Na lokalnych składach sporadycznie trafiają się oferty w okolicach 1600 zł/t, ale to raczej wyjątki niż reguła. Większość sprzedawców podniosła ceny wyraźnie, tłumacząc to wysokim popytem oraz ograniczoną dostępnością produktu. W detalu 15-kilogramowe worki pelletu kosztują zwykle 30–35 zł, a w niektórych miejscach cena dochodzi nawet do 45 zł. Jeszcze jesienią za taki worek płaciliśmy najczęściej 20–25 zł.
Luty przynosi wyjątkowo dużą rozpiętość cen pelletu. Czasem można trafić u lokalnych producentów na poziom około 1400 zł/t, jednak w hurtowniach ceny rzadko spadają poniżej 1800–2300 zł/t. U najbardziej rozpoznawalnych dystrybutorów bywa jeszcze drożej.
Dlaczego pellet tak drożeje tej zimy?
Najważniejszym źródłem gwałtownych podwyżek jest zbyt mała podaż przy szybko rosnącym popycie. Ostra zima wyraźnie podbiła zużycie paliwa w domach. Ci, którzy nie zrobili zapasów jesienią, teraz nie mają wyjścia i muszą dokupować pellet w styczniu albo w lutym, często już po wyższych stawkach.
Na wzrost cen wpływają również kłopoty po stronie producentów. Długotrwałe mrozy powodowały przestoje w zakładach, a rynek odczuwa dotkliwy brak surowca. Tartaki i stolarnie ograniczyły przerób drewna – coraz trudniej kupić większą partię trocin, a ich cena dochodzi już do około 100 zł za metr przestrzenny.
Coraz więcej osób w Polsce ogrzewa domy kotłami na biomasę. Już w 2025 roku dopłaty z programu „Czyste Powietrze” przełożyły się na dodatkowe zapotrzebowanie na pellet drzewny rzędu ok. 0,5 mln ton rocznie. Rynek nie nadąża z dostawami, zwłaszcza gdy wielu kupujących rusza po paliwo jednocześnie, w szczycie sezonu.

Pellet w Niemczech tańszy niż w Polsce
Wzrost cen i problemy z dostępnością w Polsce sprawiły, że część kupujących zaczęła rozglądać się za pelletami poza granicami kraju. W Niemczech również doszło do podwyżek, ale ich tempo okazało się wyraźnie niższe. Z danych Niemieckiego Instytutu Pelletu wynika, że na początku 2026 roku tona biomasy kosztowała tam 405,33 euro, czyli w przybliżeniu 1715 zł.
W niemieckich marketach budowlanych stawki często są porównywalne do polskich, jednak da się też trafić na nieco tańszy pellet workowany — przykładowo w cenie około 6 euro za worek. U lokalnych sprzedawców tona pelletu bywa wyceniana na ok. 1700 zł, ale do tej kwoty trzeba jeszcze doliczyć koszt dojazdu i organizację transportu we własnym zakresie.
W Polsce kłopotem pozostaje nie tylko sama cena, lecz także dostępność produktu. Niektóre składy od kilku tygodni wstrzymują sprzedaż, a świeże dostawy potrafią zniknąć jeszcze zanim towar zostanie rozładowany. W efekcie klienci często muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać na realizację zamówienia od kilku do nawet kilkunastu dni.
Drogi pellet: czy warto czekać do wiosny
Rosnące stawki za pellet irytują wielu właścicieli kotłów na biomasę, którzy liczyli na tańsze ogrzewanie. Część z nich, chcąc szybko obniżyć koszty, sięga po tańsze alternatywy — agropellet, owies czy pestki wiśni. Producenci ostrzegają jednak, że takie paliwa nie są uniwersalne i nie każdy kocioł bezpiecznie oraz efektywnie je spali.
Rynek pelletu pozostaje pod obserwacją UOKiK, ale jak dotąd nie ma sygnałów, by sprzedawcy umawiali się na sztuczne podbijanie cen. Minister energii deklaruje, że jeśli pojawią się nieprawidłowości, resort zareaguje wspólnie z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych. Na razie skokowe podwyżki tłumaczy się splotem czynników: mrozami, ograniczoną dostępnością towaru i wyjątkowo dużym popytem.
Eksperci przewidują, że większy spokój na rynku może wrócić dopiero wiosną, gdy zapotrzebowanie na opał naturalnie osłabnie. W szczycie sezonu grzewczego pellet niemal zawsze kosztuje więcej, dlatego wielu specjalistów radzi, by — o ile to możliwe — nie kupować biomasy w pośpiechu i poczekać na bardziej korzystny moment.