UE szykuje rewolucję w rachunkach. Najmocniej odczują ją właściciele takich domów

Nowy unijny ETS2 ma „zniechęcić” Europejczyków do korzystania z paliw kopalnych, ale w praktyce może najmocniej uderzyć w tych, którzy już dziś ledwo spinają domowy budżet. Co dokładnie kryje się za tą opłatą, jak ma działać i kto zapłaci najwięcej? Rozkładamy mechanizm ETS2 na czynniki pierwsze i pokazujemy, dlaczego część państw UE próbuje zablokować jego wdrożenie.
- ETS2 podniesie ceny paliw i ogrzewania
- ETS2 podniesie koszty ogrzewania i paliw
- Sprzeciw wobec ETS2: Polska i UE pod presją
- Społeczny Fundusz Klimatyczny: kto skorzysta
ETS2 podniesie ceny paliw i ogrzewania
ETS2 (Emissions Trading System 2) to kolejny etap unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO₂. Do tej pory najmocniej odczuwały go energetyka i przemysł, jednak wkrótce obejmie także budynki oraz transport drogowy — a więc obszary, z którymi większość z nas styka się na co dzień.
Mechanizm działa prosto: UE wyznacza limit emisji, a uprawnieniami do jej wytwarzania można handlować. W ETS2 obowiązek kupowania uprawnień spadnie na dostawców paliw kopalnych — m.in. gazu ziemnego, węgla, oleju opałowego, benzyny i oleju napędowego. Formalnie nie będzie to „nowy podatek” dopisany do rachunku przeciętnego obywatela, ale w praktyce część kosztów zostanie przerzucona na klientów. Gdy ETS2 zacznie obowiązywać, rachunki za gaz, węgiel czy olej opałowy mogą wyraźnie wzrosnąć, a to przełoży się też na codzienne wydatki.
Założenie systemu jest takie, by finansowo motywować do zmniejszania zużycia paliw kopalnych i kierować inwestycje w technologie niskoemisyjne. Problem w tym, że dla części gospodarstw domowych ETS2 może oznaczać realne kłopoty budżetowe — szczególnie dla osób o najniższych dochodach oraz tych, którzy mieszkają w starych, nieocieplonych budynkach. Emissions Trading System 2 pierwotnie planowano uruchomić w 2027 roku, jednak po ustaleniach Rady UE i sprzeciwie części państw członkowskich (w tym Polski) termin wdrożenia przesunięto na 2028 rok.
ETS2 podniesie koszty ogrzewania i paliw
Największe emocje wywołuje to, jak ETS2 może przełożyć się na domowe rachunki w Polsce. Od 2028 roku ogrzewanie domu gazem mogłoby podrożeć nawet o 6000 zł rocznie. Z kolei do 2035 roku roczne koszty takiego gospodarstwa mogłyby wzrosnąć nawet o 24 000 zł. W domach ogrzewanych węglem po 2027 roku mówi się o podwyżce rzędu 10 000 zł w skali roku, a do 2035 roku ETS2 może dołożyć do wydatków na ogrzewanie niespełna 40 000 zł rocznie.
ETS2 ma też uderzyć w ceny na stacjach paliw. Po wprowadzeniu tego mechanizmu benzyna może zdrożeć o ok. 30–50 gr/l, a LPG o ok. 20 gr/l. Najmocniej mogą to odczuć mieszkańcy wsi i mniejszych miejscowości: ci, którzy ogrzewają domy węglem lub gazem, a do pracy dojeżdżają autem, bo brakuje sprawnej komunikacji publicznej.
Przez pierwsze trzy lata działania ETS2 ceny paliw kopalnych mają być nadzorowane tak, aby ograniczyć ryzyko nagłych skoków kosztów. Po upływie tego okresu wydatki na ogrzewanie starszych, słabiej ocieplonych domów mogą jednak wyraźnie pójść w górę.

Sprzeciw wobec ETS2: Polska i UE pod presją
Niektóre państwa UE — w tym Polska — sprzeciwiły się szybkiemu wdrożeniu systemu ETS2. Część rządów ostrzega przed społecznymi i gospodarczymi skutkami wprowadzenia nowej opłaty. W przypadku Polski problem jest szczególnie dotkliwy: kraj wciąż w dużym stopniu opiera się na paliwach kopalnych, dlatego mieszkańcy nad Wisłą mogą wyjątkowo mocno odczuć konsekwencje takiego rozwiązania.
Kolejną kwestią jest duża rozpiętość dochodów między państwami członkowskimi. Podwyżka rocznych wydatków o kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych może przejść niemal niezauważona w zamożniejszych krajach Zachodu, ale w Polsce realnie uszczupli domowy budżet wielu rodzin. Tym bardziej że już dziś spora część zarobków trafia na ogrzewanie i transport. Jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec ETS2 pozostaje ryzyko, że koszty w nieproporcjonalny sposób uderzą w osoby o niższych dochodach.
Dyskusja nie dotyczy jednak wyłącznie ETS2, lecz także całego mechanizmu handlu emisjami. Przeciwnicy wskazują na wysokie ceny uprawnień i ich wpływ na europejski przemysł oraz konkurencyjność gospodarki. Prezydent Francji Emmanuel Macron zaznaczył, że system nadal jest istotnym narzędziem dekarbonizacji, jednocześnie zwracając uwagę, że dla części europejskich gospodarek może on oznaczać zbyt duże obciążenie.
Społeczny Fundusz Klimatyczny: kto skorzysta
Równocześnie z uruchomieniem ETS2 Unia Europejska chce powołać Społeczny Fundusz Klimatyczny, którego zadaniem ma być złagodzenie społecznych skutków planowanej reformy. Środki z funduszu miałyby trafiać do wybranych gospodarstw domowych oraz mikroprzedsiębiorstw, które najbardziej odczują zmiany.
Pieniądze ze Społecznego Funduszu Klimatycznego powinny w pierwszej kolejności wspierać działania, które realnie obniżają rachunki i zużycie energii: termomodernizację budynków, wymianę i unowocześnienie źródeł ciepła, przechodzenie na odnawialne źródła energii oraz rozwój transportu o niskiej emisji. Kluczowe jest, by wsparcie finansowe trafiało przede wszystkim do osób zagrożonych ubóstwem energetycznym i transportowym.
Polska ma być jednym z największych beneficjentów Społecznego Funduszu Klimatycznego, jednak nie zmienia to tego, że każde państwo UE musi przygotować własny model pomocy: wskazać, kto będzie uprawniony do wsparcia i na jakich warunkach zostanie ono przyznane. To oznacza, że ostateczny wpływ funduszu na sytuację polskich gospodarstw domowych będzie zależał od tego, jak zostaną zaprojektowane zasady i jak skutecznie wykorzystane będą dostępne środki.