Babcine kwiaty z PRL-u wracają do łask. Te rośliny stały na każdym parapecie

Stały na parapetach, w salonach i na balkonach, a ich pielęgnacja była codziennym rytuałem. Babcine kwiaty doniczkowe to nie tylko rośliny, ale też wspomnienia PRL-u – proste, trwałe i pełne symboliki, która dziś znów wraca do łask.
- Babcine kwiaty doniczkowe – zielona codzienność w czasach PRL-u
- Jakie kwiaty doniczkowe królowały w domach naszych babć?
- Czy warto wracać do babcinych kwiatów doniczkowych?
Babcine kwiaty doniczkowe – zielona codzienność w czasach PRL-u
W mieszkaniach z czasów PRL-u rośliny doniczkowe były czymś więcej niż dekoracją. Stały na parapetach, kwietnikach i kredensach, często pielęgnowane przez lata, a nawet dekady. Towarzyszyły codziennemu życiu, świętom i rodzinnym spotkaniom, tworząc atmosferę domowego ciepła i stabilności w niełatwej rzeczywistości.
Nasze babcie wybierały kwiaty odporne, łatwe w rozmnażaniu i niewymagające skomplikowanej pielęgnacji. Liczyła się praktyczność, ale też sentyment. Wiele z tych roślin przekazywano z domu do domu w postaci sadzonek, traktując je niemal jak rodzinne pamiątki.

Jakie kwiaty doniczkowe królowały w domach naszych babć?
Fiołki afrykańskie (saintpaulie)
Zachwycały drobnymi, aksamitnymi kwiatami w odcieniach fioletu, różu i bieli. Potrafiły kwitnąć niemal przez cały rok, nawet przy skromnej pielęgnacji. Babcie ceniły je za niewielkie wymagania i kompaktowy pokrój, idealny na parapet w bloku. Były symbolem domowego ciepła i rośliną, którą łatwo było rozmnożyć i podarować dalej.
Pelargonie
Stanowiły nieodłączny element okien i balkonów, wnosząc kolor do szarych realiów PRL-u. Kwitły długo i obficie, a ich intensywny zapach odstraszał owady. Uchodziły za rośliny niezwykle wdzięczne i odporne na zaniedbania. Nic dziwnego, że często towarzyszyły kilku pokoleniom w jednym domu.
Begonie
Wyróżniały się intensywnymi barwami kwiatów i ozdobnymi liśćmi. Kwitły także jesienią i zimą, gdy inne rośliny przechodziły okres spoczynku. Babcie lubiły je za dekoracyjność i możliwość ożywienia wnętrza w chłodniejszych miesiącach. Dobrze czuły się w mieszkaniach, w których światło było ograniczone.
Aspidistra
Znana jako „żelazny liść”, uchodziła za roślinę niemal niezniszczalną. Doskonale radziła sobie w cieniu, suchym powietrzu i przy sporadycznym podlewaniu. Często stała w korytarzach lub ciemniejszych pokojach, gdzie inne rośliny nie dawały rady. Była symbolem wytrwałości i spokoju domowego ogniska.
Mirta w doniczce
Traktowana była jako symbol szczęścia, czystości i domowej harmonii. Jej drobne, błyszczące liście i delikatny zapach nadawały wnętrzom elegancji. Wymagała regularnego przycinania i umiarkowanego podlewania, co sprzyjało tworzeniu z niej małych drzewek. Babcie wierzyły, że dobrze pielęgnowana mirta przynosi domowi pomyślność.
Aloes
Był jedną z najbardziej praktycznych roślin w babcinych domach. Ceniono go nie tylko za odporność i łatwość uprawy, ale przede wszystkim za właściwości lecznicze. Sok z liści stosowano na oparzenia, skaleczenia i podrażnienia skóry. Aloes łączył w sobie funkcję ozdobną i apteczną, co idealnie wpisywało się w realia tamtych czasów.
Czy warto wracać do babcinych kwiatów doniczkowych?
Rośliny popularne w czasach PRL-u doskonale wpisują się w dzisiejsze trendy powrotu do natury i autentyczności. Są ponadczasowe, łatwe w pielęgnacji i świetnie komponują się zarówno z klasycznymi, jak i nowoczesnymi wnętrzami. Co ważne, niosą ze sobą historię i emocje.
Decydując się na babcine kwiaty doniczkowe, wprowadzamy do domu nie tylko zieleń, ale też fragment rodzinnej pamięci. To rośliny, które uczą cierpliwości, regularności i troski – wartości, które nasze babcie przekazywały nie słowami, lecz codzienną praktyką.